Niedziela, 13 stycznia 2019 roku, to data szczególna, która przejdzie do historii. Tego dnia doszło do zamachu na Pana Pawła Adamowicza. Prezydent Gdańska zmarł nazajutrz wskutek odniesionych w zamachu ran. Wiele wskazuje na to, że śmierć tego wspaniałego, otwartego na świat i odważnego człowieka była efektem języka nienawiści. Słowo ma wielką moc, potrafi zabijać…

Do zamachu na Pana Pawła Adamowicza doszło w kulminacyjnym momencie 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Do tej chwili, był to dzień radości i szczodrości. Każdy Polak mógł poczuć się lepszy, szlachetny. Nagle wszystko uległo zmianie. Smutek, żal i niedowierzanie zastąpiły radość festiwalu dobroczynności. Ta tragedia przelała czarę goryczy. Z funkcji prezesa zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zrezygnował Pan Jerzy Owsiak. Oświadczył, że nie może znieść nienawistnych słów. Słowo ma wielką moc, potrafi złamać serce…

Nie jestem specjalistą od prawa karnego. Wiem jednak, że mowa nienawiści w różnych kontekstach może być przedmiotem zainteresowania organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Niestety czyny te były bagatelizowane i rzadko trafiały na wokandy polskich sądów. Rozumiem żal Pana Jerzego Owsiaka, który zarzucił sądownictwu, że nie chroni obywateli przed mową nienawiści. On sam nie uzyskał ochrony przed nawiedzonymi frustratami i propagandystami, którzy wylewali na jego głowę rynsztok słów. Z drugiej strony, to Pan Jerzy Owsiak uznany został za sprawcę mowy nienawiści (spór z Krystyną Pawłowicz) czy naruszyciela dobrych obyczajów, kiedy publicznie szył festiwalową konferansjerkę grubszym słowem. Nie chcę tłumaczyć sądów, ale my sędziowie nie tworzymy spraw. Naszą rolą jest orzekanie w sprawach, które wnoszą do sądów uprawnione podmioty. W sprawach karnych uprawnienie takie służy przede wszystkim policji i prokuraturze. Niestety organy te widzą przez szkło powiększające wszystkie czyny osób uznanych za przeciwników władzy. Nie dostrzegają natomiast ewidentnych czynów zabronionych prawicowego ludu. Nawet tam, gdzie symbolicznie wieszano zdjęcia europosłów czy wystawiano polityczne akty zgonu dla prezydentów miast… Pozostaje mieć nadzieje, że ostatnie tragiczne i bulwersujące wydarzenia zmienią to nastawienie. Nie liczę na żadną filozoficzną refleksję nad istotą zła. Liczę na strach, że pobłażliwość może prowadzić do strasznych konsekwencji i odpowiedzialności niefrasobliwego policjanta czy prokuratora. My sędziowie musimy stanąć na wysokości zadania, gdy przestępstwa lub wykroczenia wynikające z nienawiści trafią już na nasze wokandy.

Nam sędziom nie trzeba przecież tłumaczyć, co to jest mowa nienawiści. Sami jesteśmy jej ofiarami. Nawet w ostatnich dniach jeden z prawicowych tygodników popisał się okładką z uzbrojonymi „sędziami”, jako przedstawicielami grzejącej się (napalonej?) kasty. Media rządowe poświęcają nam wiele nieżyczliwej uwagi. Fora internetowe zalewa ocean hejtu. Prezydent i członkowie rządu, parlamentarzyści, a także urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości odsądzają nas od czci i wiary. Przeprowadzono nawet, oczywiście za publiczne pieniądze, kampanię oczerniania sędziów. Ilość bzdur wypowiedzianych na temat sędziów jest przerażająca. Mamy zostać wyeliminowani czy złamani? Ryzyko jest ogromne. Pracujemy z ludźmi, którzy niezależnie od swojej winy nigdy nie uznają się za winnych (jak zabójca Pana Prezydenta Adamowicza). Zohydzanie sądów godzi w prestiż Państwa i rozzuchwala agresorów.

Stop mowie nienawiści. Zero tolerancji dla mowy nienawiści. Wszyscy musimy być wyczuleni na nienawiść w życiu publicznym i oczekiwać stanowczych działań od organów ochrony porządku publicznego. Sądy muszą w ramach swych kompetencji przeciwdziałać bagatelizowaniu zła (choćby umarzaniu postępowań prokuratorskich) i pokazać w orzecznictwie, że mowa nienawiści będzie skutkowała dolegliwą karą. Zróbmy wszystko żeby słowa już nie zabijały ani nie łamały serc.

SSO Krzysztof Kacprzak