W ostatnich dniach do laski marszałkowskiej wpłynął kolejny projekt zmian kodeksu wyborczego. Oznacza to, że zbliżają się wybory. Oczywiście projekt został złożony jako tzw. projekt poselski, czyli możemy się spodziewać tzw. szybkiej ścieżki legislacyjnej.

Co zawarto w projekcie?

Znalazły się tam dwie kategorie zmian, jedne starają się naprawić te wcześniej wprowadzone, które delikatnie mówiąc były niefortunne i nie sprawdziły się w praktyce, o czym zresztą przestrzegali zarówno prawnicy specjalizujący się w prawie wyborczym, jak i praktycy czyli osoby pracujące w strukturach wyborczych. Druga kategoria zmian, to zmiany merytoryczne i to powiem dość specyficzne i chyba charakterystyczne dla obecnej ekipy rządzącej.

Zmiany pierwszego rodzaju nazwijmy je „naprawcze” polegają głównie na usunięciu bałaganu wprowadzonego niechlujnym procesem legislacyjnym. Przede wszystkim wracamy do jednej komisji, przynajmniej jeżeli chodzi o wybory do Sejmu i Senatu, Parlamentu Europejskiego, wybory Prezydenta RP. I tę zmianę należy ocenić jako idącą w dobrym kierunku. Zastanawiam się tylko dlaczego pozostawiono podwójne komisje w wyborach samorządowych. Pomysł z tzw. podwójnymi składami komisji wyborczymi tj. komisją ds. przeprowadzenia głosowania w obwodzie i komisją obwodową ds. ustalenia wyników głosowania w obwodzie, od początku był moim zdaniem chybiony. Wiadomo było, że po pierwsze, będą problemy ze skompletowaniem pełnych składów komisji, jak również, że doprowadzi to do przedłużenia czasu liczenia głosów i podania oficjalnych wyników głosowania. Tak też się stało, więc najwyższy czas powrócić do sprawdzonych zasad, czyli powoływania jednej komisji do głosowania w obwodach. Lepiej późno niż wcale. Czemu zaś ma służyć wprowadzony wyjątek dla wyborów samorządowych, a pozostawiający nadal dwie komisje – nie wiem, ale brak racjonalności po stronie ustawodawcy nie zaskakuje biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia legislacyjne.

Zmiany dotyczą również uzależnienia składu komisji od wielkości obwodu do głosowania, a także tego kto może zgłaszać kandydatów na członków komisji wyborczej. Tu niestety znalazły się zmiany, które mnie niepokoją, jednak zobaczymy jaka będzie ostateczna wersja tych zmian.

Następna propozycja to już zmiana merytoryczna. Dotyczy prawa wybieralności i ona świadczy o totalnej porażce rządzącej formacji wobec wyboru na funkcję Prezydenta Łodzi Pani Hanny Zdanowskiej. Przed wyborami wszyscy działacze PiS wypowiadali się, że w przypadku wyboru Hanny Zdanowskiej na funkcję prezydenta miasta natychmiast wojewoda będzie musiał wygasić jej mandat, ich zdaniem, z uwagi na kolizję norm. Twierdzili, że nie może ona objąć tej funkcji ponieważ jest osobą karaną. Wybory są już historią, a wygaszenia mandatu jak nie było tak nie ma. Jest za to zmiana przepisów kodeksu wyborczego, która to zmiana uwzględnia tzw. „casus Zdanowskiej”. Teraz zgodnie z proponowaną zmianą prawa wybieralności nie ma, nie tylko osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe, ale jeżeli chodzi o wójtów prezydentów miast, prawa tego nie ma osoba skazana prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe bez względu na rodzaj kary. Znowu jednak nie wiem dlaczego inaczej są traktowani ci, którzy wybierani są w wyborach samorządowych, a inaczej posłowie i senatorowie. Wyraźnie widać, że tu chodzi o zaostrzenie kryteriów wybieralności dla samorządowców, a nie dla posłów. Wiadomo też, że wobec tej zmiany żadnego wygaszania mandatu prezydent Hanny Zdanowskiej nie będzie.

Kolejne zmiany dotyczą współdziałania komisarza wyborczego, jednostek samorządu terytorialnego, wojewody i urzędników wyborczych w zakresie organizacji wyborów, które to przepisy zostały kompletnie niedopracowane przy wprowadzaniu poprzednich zmian, co pokazały ostatnie wybory. Dobrze, lepiej późno niż wcale. Jednak znając niechlujność legislacyjną projektodawców jestem pełna obaw. Nowelizacji ma podlegać również art. 213 kodeksu wyborczego, który w poprzednim brzmieniu przy zbyt daleko idącym formalizmie prowadził do utrudnienia rzeczywistej kontroli procesu wyborczego przez sądy.

Na koniec zmiana, która mnie również niezmiernie zaskoczyła, a dotyczy sposobu podejmowania uchwał przez Państwową Komisję Wyborczą. Zmiana wprowadza możliwość podejmowania uchwał w tzw. trybie obiegowym. Przewodniczący Komisji, w szczególnie uzasadnionych przypadkach, w sprawach niecierpiących zwłoki, z własnej inicjatywy lub na wniosek członka Państwowej Komisji Wyborczej albo sekretarza Państwowej Komisji Wyborczej, może zdecydować o podjęciu uchwały przez Państwową Komisję Wyborczą w trybie obiegowym Uchwały Państwowej Komisji Wyborczej zapadają większością głosów w obecności co najmniej 2/3 jej pełnego składu, w tym przewodniczącego Komisji lub jednego z jego zastępców. Należy zadać sobie więc pytanie, czemu ma służyć ta zmiana? Czy dotychczas był jakiś problem z podejmowaniem uchwał i szybkością ich podejmowania. Ja osobiście sobie nie przypominam, a przy organizacji wyborów pracowałam od co najmniej 15 lat. Wydaje się, że przy wprowadzaniu tzw. trybu obiegowego łatwiej będzie o narzucenie zdania Przewodniczącego PKW pozostałym członkom i ewentualne rozbicie ich solidarności. Jeżeli dodatkowo przyjrzymy się zmianom, które mają być przeprowadzone w składzie PKW po wyborach do Sejmu 2019 r., to przepis ten może mieć kluczowe znaczenie.

Przeanalizujmy kto może być Przewodniczącym PKW w nowej jej odsłonie. Tak więc może to być sędzia TK lub sędzia NSA wybrany przez pozostałych członków PKW, których to zgłaszają kluby parlamentarne zasiadające w Sejmie, spośród kandydatów posiadających określone kwalifikacje. Oczywiście dzieje się to z uwzględnieniem wielkości klubów parlamentarnych. Możemy wiec mieć taką oto sytuację, że z siedmiu członków wskazywanych przez Sejm 3 jest wskazanych przez PiS (Zjednoczoną Prawicę), 1 klub „Kukiz 15” i 2 z klubu PO i 1 z PSL . Jeżeli do tego dodamy 2 sędziów, w tym wskazany przez prezesa TK (stawiam dolary przeciwko orzechom, że kandydatem może być sędzia dubler Mariusz Muszyński) i względnie niezależny kandydat wskazany przez Prezesa NSA, to uzyskamy zupełnie nowy skład PKW. Członkowie nowej PKW przystępują do głosowania kto ma być jej przewodniczącym. Zakładając, że kandydaci wskazani przez opozycję (z wyłączeniem przedstawiciela klubu Kukiz 15 który de facto opozycją nie jest) i przedstawiciel sędzia NSA głosują na kandydata – tegoż sędziego z NSA, to i tak nie mają szans przy głosach przedstawicieli PiS i sędziego TK. Jest 5/4. To zaś sprawia, że Przewodniczącym PKW zostaje sędzia TK wskazany przez jego prezesa, który to zgodnie z proponowaną zmianą ma możliwość inicjowania głosowania w trybie obiegowym.

Nie chcę być złym prorokiem, ale kolejne zmiany wprowadzane naprędce, bez konsultacji będą znowu bublem legislacyjnym, a dodatkowo zmierzają do przejęcia kontroli nad procesem wyborczym przez jedną opcję polityczną. Jeżeli dodamy do tego zmiany w Sądzie Najwyższym i w kontrowersyjnych okolicznościach przez neo-KRS powołanie nowej izby kontrolującej proces wyborczy, to należy uznać, że ciąg technologiczny pod tytułem wybory został zamknięty.

Dlatego też mój apel do współobywateli pozostaje niezmienny – każdy głos się liczy, a to wydaje się być istotą roku 2019, roku podwójnych wyborów.

SSO Katarzyna Wesołowska Zbudniewek