Nietrudno jest kogoś uznać za winnego mając informację o jakimś bulwersującym wydarzeniu i sugestię, że mogło być ono spowodowane czyimś zawinieniem. Nie znamy żadnych szczegółów, nie wiemy na czym to zawinienie polegało i jakie są dowody przeciwko potencjalnemu obwinionemu, ale z samego faktu, że coś może być na rzeczy, ktoś wszczął jakieś czynności sprawdzające, już sobie wyrabiamy negatywny osąd. Tak była przedstawiona w mediach publicznych sprawa domniemanego czołgania się oskarżonego na sali rozpraw w Łodzi, co znakomicie opisał sędzia Tomasz Krawczyk w artykule „Gdy sędziego skazują … media i wiceministrowie”. Obecnie tą wątpliwą moralnie drogą idą centralni rzecznicy dyscyplinarni sędziów sądów powszechnych, którzy na Twitterze informują, że w różnych bulwersujących sprawach zaniedbanych czy maltretowanych dzieci podejmują czynności wyjaśniające wobec sędziów rodzinnych, którzy mogli w tych sprawach dopuścić się przewinień dyscyplinarnych.

Reakcja odbiorców jest entuzjastyczna: „Wreszcie!”, ”Zaczyna to powoli wyglądać tak jak powinno!”, „Oby tak dalej!” itp. Niestety mam smutne podejrzenie, że celem tych rzecznikowskich twittów wcale nie jest rzetelne wyjaśnienie spraw, o których mowa, ale podburzenie „ludu” przeciwko sędziom i uzasadnienie potrzeby istnienia nowego postępowania dyscyplinarnego. Taka potrzeba jest dosyć paląca wobec niekorzystnego dla tzw. reformy sądownictwa biegu spraw przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Do tego sztandarowe hasło reformy, że sądy będą działać szybciej, nie sprawdziło się. Statystyki pokazują skutek wręcz odwrotny. Dlatego teraz trzeba przekonać obywateli, że może nie jest szybciej, ale jest za to surowiej i każdy źle pracujący sędzia jest natychmiast ścigany. Czy słusznie, to już nie ma znaczenia, bo liczy się ogólny efekt propagandowy. Sędziowie mają czuć, że są pod ścisłą kontrolą, a obywatele, że rzecznicy czuwają.

Nie mam nic przeciwko wyjaśnianiu przez rzeczników dyscyplinarnych spraw, w których potencjalnie mogło dość do zaniedbań, ale informowanie o tym na twitterze przed sprawdzeniem czy do zaniedbania faktycznie doszło, kojarzy mi się z biblijną sceną osądu tłumu nad pojmanym Jezusem. Tej, w której podburzony przez arcykapłanów lud krzyczy „ukrzyżuj go!” i chce uwolnienia złoczyńcy Barabasza. A jest to ten sam lud, który kilka dni wcześniej wprowadzał Jezusa jako króla w uroczystej procesji do Jerozolimy. Szepty arcykapłanów i rzeczników dyscyplinarnych, chociaż dzieli je ponad 2000 lat, wydają się służyć dokładnie temu samemu.

Dlatego drodzy obywatele i użytkownicy Twittera, pomyślcie czy warto dawać poklask tak grubymi nićmi szytym działaniom rzeczników. Na spotkaniu edukacyjnym „Twój oSąd”, w którym w ostatni czwartek uczestniczyłam, jedna z pań zapytała o postępowania dyscyplinarne wobec sędziów. W odpowiedzi została poproszona o wyobrażenie sobie jakby się poczuła, gdyby rzecznik dyscyplinarny najpierw wszystkim obwieścił, że ukradła zakupy w Biedronce, a potem zaczął sprawdzać czy rzeczywiście je ukradła. Proponuję to samo zadanie wszystkich, którzy w odpowiedzi na twitty rzeczników wykrzykują: „Wreszcie!”, ”Zaczyna to powoli wyglądać tak jak powinno!” i „Oby tak dalej!”.

SSO Ewa Maciejewska