Spory od zawsze były i będą. Aby ich nie rozwiązywać siłą wymyślono sądy. Idea działa pod warunkiem, że są one wyposażone w autorytet i niezależność, rozumianą także jako brak zaangażowania po żadnej ze stron sporu. Nikt nie ma monopolu na rację, ale żadnej lepszej metody rozwiązywania sporów nie wymyślono.

Wiedza, doświadczenie, autorytet, sprawne i transparentne procedury oraz właśnie pełna niezależność to recepta na dobre sądownictwo. Dojrzałe społeczeństwa rozumieją, że niezależne sądy to bardzo ważny element demokratycznego państwa prawa. W mniej dojrzałych, władza czasami próbuje podporządkować sobie sądy, przekonując obywateli, że robi to dla ich dobra.

A jak jest w Polsce?

Polskie sądy, pomimo dobrego wykształcenia sędziów, nigdy nie miały zbyt dużego autorytetu. Przejawiało się to między innymi w bardzo wysokim procencie zaskarżanych orzeczeń. Przyczyn było bardzo wiele: mentalność Polaków, brak tradycji zaufania obywateli do organów państwa, mało zrozumiałe uzasadnienia rozstrzygnięć, wreszcie duża skłonność sądów II instancji do korygowania lub uchylania do ponownego rozpoznania wyroków I instancji. Były też inne problemy: brak decyzyjności i asekuranctwo niektórych sędziów, zbyt sformalizowane, przewlekle procedury, niewydolny system biegłych, chaotyczność gromadzenia materiału dowodowego itp. Jednak do 2015-2017 roku nie przypominam sobie masowych zarzutów wobec sądów o upolitycznienie.

Kryzys niezależności polskich sądów zaczął się w grudniu 2015 r. od nieuznania przez władzę wykonawczą i większość parlamentarną werdyktu Trybunału Konstytucyjnego, że z 5 sędziów tego sądu wybranych przez sejm poprzedniej kadencji jedynie dwóch wybrano sprzecznie z Konstytucją. To było wyciągnięcie pierwszej zapałki. Potem w lipcu 2017 r. pojawił się projekt ustawy mocą, której mieli być usunięci wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego i powołani od nowa po dokonaniu selekcji przez Ministra Sprawiedliwości. To już było podpalenie zapałki. Tamten projekt, jak pamiętamy, wywołał ogromne protesty społeczne i wobec weta prezydenta nie został ostatecznie uchwalony. Jednak od tego czasu zabawa zapałkami trwa.

Już nie tylko obywatele nie mają zaufania do sądów, ale same sądy po wprowadzeniu na siłę przez władzę ustawodawczą i wykonawczą nowych sędziów wzajemnie się nie uznają i zwalczają. "Starzy" występują przeciwko "nowym" , skądinąd słusznie zarzucając im, że zostali powołani przez polityków i choć formalnie są nieusuwalni i niezależni, jednak dobrano ich według klucza sympatii, posłuszeństwa i zależności finansowej od rządzących w zakresie kariery i wysokich dodatków funkcyjnych. Efekty są widoczne gołym okiem. Przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej zawisłych jest już kilkanaście spraw o zgodność z prawem Unii sposobu powołania nowej KRS w kontekście prawa do niezależnego sądu, a w konsekwencji także nominowanych przez nią sędziów - już prawie 550 osób. W internecie publikowane są alfabetyczne listy neosędziów z ostrzeżeniem, że wydane przez nich wyroki mogą być podważone. Zaś przed nieuznawanym przez zdecydowaną większość prawników Trybunałem Konstytucyjnym będą rozpoznawane pytania, powołanego w kwestionowanym w Luksemburgu trybie, sędziego Sądu Najwyższego - Kamila Zaradkiewicza o skuteczność powołania tysięcy starych sędziów, którzy byli nominowani przez KRS w latach 2011-2017. Powód - brak łącznej kadencji wszystkich członków KRS, co Trybunał Konstytucyjny w składzie wyznaczonym bez zachowania kolejności alfabetycznej oraz z dublerami, uznał za niezgodne z Konstytucją w czerwcu 2017. Inny przykład: zgromadzenia ogólne i zgromadzenia przedstawicieli sędziów w całej Polsce odraczają opiniowania kandydatów na wolne stanowiska sędziowskie do czasu rozstrzygnięcia zgodności procedury nominacyjnej z prawem unijnym. Kolegia sądów powstrzymują się od opiniowania decyzji prezesa o przeniesieniu sędziego do innego wydziału wiedząc, że odwołanie od tej decyzji przysługuje do nieuznawanej KRS (ostatnio taka sytuacja miała miejsce w Warszawie w sprawie sędziego Łukasza Bilińskiego). Zastrzeżenia przedstawicieli sędziów są jednak bagatelizowane lub przedstawiane jako działanie polityczne. Reprezentujący Ministra Sprawiedliwości i powołani przez niego nowi prezesi sądów ignorują sprzeciw środowiska i pomijają brak opinii czy oceny, nawet jeżeli jest ona wymagana obowiązującymi przepisami. Na naszych oczach zaczynają funkcjonować dwa nieuznające się nawzajem i zwalczające się porządki prawne.

Skutkiem reformy jest zamęt, chaos, konflikt i niepewność jutra, nie tylko "starych" czy "nowych" sędziów. Na końcu tego co dzieje się dzisiaj w polskim sądownictwie jest obywatel, który nie wie czy wyrok w jego sprawie w przyszłości nie będzie podważany z uwagi na sposób powołania sędziego przez stary KRS, w którym nie było kadencji łącznej czy przez nowy KRS, który wybrali politycy, co kłóci się z naszymi zobowiązaniami traktatowymi.

Każde dziecko wie, że efektem bawienia się zapałkami może być pożar. Tak właśnie obecnie wygląda smutna rzeczywistość polskiego wymiaru sprawiedliwości.

SSO Ewa Maciejewska