Przyjmując, że w Polsce jest 10 tysięcy sędziów, a do zgłoszenia kandydata do KRS wystarczyło 25 z nich, jest to zaledwie 0,25 procenta. Nie było nadto zakazu poparcia więcej niż jednej osoby, ani wyłączenia dla członków rodzin, osób również kandydujących, sędziów pracujących na delegacjach w ministerstwie sprawiedliwości, a także osób powołanych na funkcje prezesów i wiceprezesów przez Ministra Sprawiedliwości. Do tego, złożenie podpisu pod własną kandydaturą, według sędziego Macieja Nawackiego, nie jest niczym nadzwyczajnym. Wręcz jak twierdzi "byłoby co najmniej dziwne, gdyby nie podpisał własnej listy". W tak sprzyjającym stanie prawnym wybór "swoich" był dziecinnie prosty. Cóż z tego, że to sędziowie i formalnie pozostają niezależni? Nie trzeba im przecież nic kazać, wystarczy grzecznie poprosić lub tylko zasugerować, a sami ochoczo będą się prześcigać w spełnianiu próśb tych, którzy ich wynieśli do pełnienia zaszczytnych funkcji. A jak do tego dorzucić intratne dodatki funkcyjne, delegacje, awanse, miejsca w komisjach egzaminacyjnych itp. oraz niezbyt obciążające obowiązki orzecznicze, dozgonna wdzięczność zapewniona. Na pewno też działa reguła "oblężonej twierdzy". Skoro wszyscy nas atakują musimy trzymać się razem i być wierni tym, którzy nas chronią. Tylko te listy poparcia, tak jakoś wstyd ujawnić!

Sądy niestety jeszcze nie są do końca przejęte, więc pojawiają się takie kłopotliwe orzeczenia jak wyrok NSA z 28 czerwca 2019 r. sygn. I OSK 4282/18. Akurat w kwestii list poparcia sędziów do KRS, sędziowie orzekający zupełnie nie zauważyli, że zgodnie z intencją władzy ustawodawczej zgłoszenia miały być ujawnione „bez załączników”. W tej sytuacji dostęp do informacji publicznej to jakaś fanaberia "nadzwyczajnej kasty", która jest skorumpowana, a w dodatku się nie oczyściła z sędziów orzekających za komuny. Na szczęście 14-dniowa analiza uzasadnienia prawomocnego i ostatecznego wyroku pozwoliła znaleźć rozwiązanie. Okazał się nim "niezależny" Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych - Jan Nowak! Co z tego, że prywatnie był wcześniej radnym PiS i członkiem partyjnego sądu koleżeńskiego? Teza, że organy administracyjne nie mogą kontrolować wyroków sądów to również fanaberia. Decyzja Prezesa UODO na razie wstrzymała, a w przyszłości na pewno należycie zweryfikuje orzeczenie wrogiego reformie sądu. W końcu Prezesa UODO za pośrednictwem większości parlamentarnej wybrał Suweren, a sądy sprzed reformy są poza kontrolą. Tylko te listy poparcia, tak jakoś wstyd ujawnić!

Badania wykazują, że zdecydowana większość Polaków oczekiwała zreformowania wymiaru sprawiedliwości, więc to usprawiedliwia dosłownie wszystko. Bo przecież: nierozliczony okres komuny, sędzia na telefon, kradzieże, korupcja, ciągnące się latami procesy. Tylko te listy poparcia, tak jakoś wstyd ujawnić!

Transparentność jest! Posiedzenia KRS są w dużej części transmitowane online, czego nigdy wcześniej nie było. Niezbyt wiele z tych transmisji wynika? To nic! To opinii publicznej musi wystarczyć. Bo te listy poparcia, tak jakoś wstyd ujawnić!

Po drugie, wreszcie w Radzie są głównie sędziowie rejonowi. To, że niektórzy, a może nawet wszyscy, w trakcie kadencji awansują, to tylko dowód na to, jak znakomici sędziowie trafili do Rady. Z kolei duża liczba nowo powołanych przez Ministra Sprawiedliwości sędziów funkcyjnych, to całkowity przypadek. Widoczni Ci, którzy zyskali zaufanie Ministra Sprawiedliwości, że sprawnie pokierują sądami, wzbudzili także zaufanie jakichś, nieokreślonych sędziów (a gdyby nawet pracujących w ministerstwie, to co?), że będą "niezłomnie" stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Tylko te listy poparcia, tak jakoś wstyd ujawnić!

Jeżeli wzorem sędziego Nawackiego każdy z 15 sędziów - członków neoKRS - podpisał własną listę, podpisów trzeba było zebrać tylko 24, jeżeli dodatkowo podpisywali sobie nawzajem wystarczyło po 10 podpisów sędziów z zewnątrz. Mogło więc zaledwie 10 sędziów, którzy nie są w Radzie, zgłosić jej całą sędziowską część. To dokładnie 0,1 procenta wszystkich sędziów. Czy to możliwe? Dzisiaj już nic nie dziwi, a poza tym odmowa przedstawienia dokumentu zwykle oceniana jest na niekorzyść tego, który odmawia. Skoro te listy poparcia tak bardzo wstyd ujawnić!

Niektórzy mówią, że ci honorowi powinni ujawnić się sami. Bo czego się tu wstydzić - udziału w wyborze konstytucyjnego organu? Pierwszy odważny już ujawnił, że podpisał własną listę. Chyba nic bardziej kompromitującego na tych listach być nie może? Więc dlaczego jeszcze te listy poparcia, nadal tak bardzo wstyd ujawnić?

SSO Ewa Maciejewska