Zdarzenia z sali rozpraw w Poznaniu szokują. Urażony ustnym uzasadnieniem niekorzystnego wyroku pozwany zawiadamia policję, która wysyła patrol, a ten usiłuje na sali rozpraw wylegitymować sędziego. Policja za ten incydent przeprasza i obiecuje wyjaśnić sprawę. Pozostaje pytanie czy to zdarzenie nie jest karykaturą czasów, w których żyjemy, gdy najwyżsi rangą politycy stan sędziowski pogardliwie określają kastą, z publicznych pieniędzy finansują kampanię oczerniającą sędziów, a niekorzystnych dla siebie wyroków nie drukują, nie wykonują lub grożą za nie wszczęciem postępowania dyscyplinarnego. Skoro sędzia jest dobry tylko, gdy orzeka po myśli władzy, to dlaczego nie przenieść tego na grunt własnej sprawy. Jak wygraliśmy, to stała się sprawiedliwość. Jak przegraliśmy, to sąd był skorumpowany, zdegenerowany, a może w ogóle nieuprawniony do orzekania, a już na pewno popełnił przestępstwo lub choćby przewinienie dyscyplinarne, za które należy go ścigać. Taki sąd nie ma żadnego autorytetu ani u obywateli ani u funkcjonariuszy policji, więc gdy jest polecenie interwencji, nie ma żadnych zahamowań. Tym bardziej, że i policjanci i prokuratorzy zostali skutecznie, z nielicznymi wyjątkami, oduczeni posiadania własnego zdania.

Zapewnieniu autorytetu sądów nie pomaga też upolitycznienie sposobu powoływania sędziów. Sędzia powołany w wątpliwym trybie zawsze będzie podejrzewany o stronniczość i gotowość do rozstrzygania na korzyść władzy, której zawdzięcza stanowisko i karierę. Nie jestem sympatykiem nowych izb Sądu Najwyższego, jednak zmroziło mnie zdanie wypowiedziane przez komentatora w radiu Tok FM, który odnosząc się protestów w sprawie ważności wyborów do Senatu użył następującego sformułowania: "Od kilku dni cała Polska zastanawia się czy Sąd Najwyższy przekręci wynik wyborów". Oba te zachowania: interwencja policjantów wobec sędziego na sali rozpraw i użycie słowa "przekręcić" w odniesieniu do potencjalnego rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego jeszcze parę lat temu były nie do wyobrażenia.

Najbardziej widocznym skutkiem reformy okazał się zatem drastyczny spadek zaufania do sądów i dramatyczny upadek ich autorytetu jako trzeciej władzy. Są oczywiście też sędziowie, którzy z uwagi na sprzeciw i dotykające ich za niego represje stali się w oczach części społeczeństwa bohaterami. To są jednak, choć dość liczne, to jednak nadal wyjątkowe wypadki i oceny ogólnej nie zmieniają.

Przykład idzie z góry. Dopóki władza nie będzie szanować sędziów i uznawać ich wyroków bez względu na treść i nie będzie do takiego samego szacunku i uznawania wyroków namawiać obywateli oraz dopóki będzie starała się zapewnić sobie wpływ na to kto zostaje sędzią, zdarzać się będą jeszcze gorsze incydenty niż ten w Poznaniu i gorsze wypowiedzi o sądach niż ta w radiu TOK FM.

SSO Ewa Maciejewska