Stało się. Kilka dni temu, 7 listopada 2019 roku, weszły w życie bardzo istotne zmiany w procedurze cywilnej. Wiele z nich wygląda na sensowne. Wątpię jednak by przyniosły efekt w postaci istotnego przyśpieszenia postępowań sądowych. Zmiany te mogą też być kosztowne dla obywateli i wizerunku wymiaru sprawiedliwości.

Na początek uwaga o charakterze ogólnym. Nowe rozwiązania proceduralne dotyczą ogromnej masy spraw, które wpływają do polskich sądów. Wskutek nowelizacji ilość spraw nie zmniejszy się. Sprawy, które już są w sądach trzeba będzie załatwić, obsłużyć miliony nowych pozwów i wniosków. Usprawnienie postępowań ma wynikać z innego rozłożenia pracy pomiędzy instancjami sądowymi i nowych rozwiązań korygujących tok postępowania. Szczególnie zastanawiająca jest wiara ustawodawcy w moc sprawczą zmian w zakresie rozpoznawania apelacji i zażaleń. Na tych kwestiach warto skupić uwagę.

Sprawność postępowań cywilnych ma wzrosnąć wskutek obciążenia sądów pierwszej instancji obowiązkiem rozpoznawania większości zażaleń. Korzyść ma być oczywista. Sprawa jest w toku, zmierza w kierunku wydania wyroku. Akta nie będą przesyłane do sądu odwoławczego. Zażalenie załatwi sąd, który prowadzi sprawę. Tylko dlaczego dodatkowe obowiązki mają spaść na sędziów pierwszej instancji? Sędziów, którzy w wielu przypadkach obciążeni są ogromnymi referatami, czyli setkami spraw, które generują potrzebę wyznaczania i przeprowadzania rozpraw oraz podejmowania niezliczonej ilości czynności poza posiedzeniami jawnymi. Teraz pracy będzie jeszcze więcej. Dojdzie obowiązek rozpoznawania zażaleń, a także czynności w ramach posiedzeń przygotowawczych i spotkań informacyjnych. Te dodatkowe spotkania i posiedzenia służyć mają wypracowaniu ze stronami toku rozpoznania sprawy. Rozwiązanie ciekawe, ale trudne do zrealizowania. Sędziowie w pierwszej instancji już dziś orzekają co najmniej dwa razy w tygodniu. Muszą też mieć czas na przygotowanie się do rozprawy (przeczytanie akt, przepisów i orzecznictwa pod kątem problemów występujących w poszczególnych sprawach), napisanie orzeczeń i uzasadnień oraz decyzje w sprawach, które dopiero czekają na wyznaczenie posiedzenia jawnego. Wsparcie asystenckie czasem jest iluzoryczne, bo asystentów brakuje. Na termin rozprawy w wielu sądach czeka się miesiącami. Nie wiem w jaki sposób może być lepiej i szybciej, kiedy sędziom w pierwszej instancji dojdą posiedzenia przygotowawcze, spotkania informacyjne i posiedzenia zażaleniowe. Ewidentnie nowe obowiązki mają pojawić się obok, a nie zamiast dotychczasowych czynności. Na brak sal rozpraw wymyślono możliwość procedowania „w innym pomieszczeniu w budynku sądu” (taki zapis pojawił się w projekcie zmian w regulaminie sądowym). Te inne pomieszczenia, to pokoje sędziów. Niestety sędziowie nie mają jednoosobowych gabinetów. Posiedzenie w pokoju sędziów, to dezorganizacja pracy innych orzeczników tam urzędujących. Trudno wyobrazić sobie harmonogram pracy w pokoju sędziów, chyba że chodzi o standard jak w dowcipie z ustroju słusznie minionego. Poprawa sytuacji w szpitalach wiązała się z nowymi zasadami posiłków. Pacjenci mieli dostawać salami, co oznaczało, że raz jedzą ci z jednej sali, raz ci z drugiej.

Organizacja pracy niewątpliwie jest wielkim wyzwaniem. Sędziowie czekali na przepisy wykonawcze, które wskażą nowe rozwiązania organizacyjne nakierowane na realizację korekt w procedurze cywilnej. Do dnia wejścia w życie zmian ustawowych nie zaprezentowano nowych rozwiązań regulaminowych. Ta sytuacja wydawała się oburzająca. Sądy muszą przecież wiedzieć jak ma być zorganizowana praca i przygotować się do tego. Przepisy wykonawcze powinny być uchwalone z odpowiednim wyprzedzeniem i wejść w życie w dniu zmian ustawowych. Jednak kilka dni przed 7 listopada 2019 roku do sądów wpłynęło pismo z informacją, że zmiany w przepisach wykonawczych będą, ale od 2020 roku… Ktoś chyba zrozumiał, że takie podejście jest niepoważne, bo nagle pojawił się projekt zmian w przepisach organizujących pracę sądów. Stosowny projekt rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości wpłynął do sądów 12 listopada 2019 roku z terminem do zgłoszenia uwag… do dnia 12 listopada 2019 roku.

Na zmiany organizacyjne jeszcze chwilę poczekamy. Już dziś można powiedzieć, że nowe obowiązki sędziów w I instancji wywołają konsekwencje dla obywateli, których ustawodawca chyba nie przewidział. W polskim systemie wymiaru sprawiedliwości funkcjonuje bardzo dużo sądów rejonowych małych i średnich. Nie są wyjątkiem wydziały z trzema sędziami czy nawet tylko z jednym orzecznikiem. W takich sądach w rozpoznawanie zażaleń trzeba będzie zaangażować sędziów z innych wydziałów. Sędzia cywilista może więc rozpoznawać zażalenie w sprawie rodzinnej czy pracowniczej. To rozwiązanie idzie na przekór dążeniu do specjalizacji sędziów. Nie można również nie zauważyć, że sądom małym nie pomagają zarzuty obywateli o zamkniętym, wspierającym się środowisku prawniczym. Wszyscy się znają – sędziowie, adwokaci, prokuratorzy i komornicy. W małym środowisku trudno uniknąć takich zarzutów i na nic tłumaczenia, że te relacje nie przekładają się na treść orzeczeń. Nie będzie lepiej, kiedy do tego wszystkiego doda się rozpoznawanie zażaleń przez kolegów z pokoju (w praktyce nie uda się tego uniknąć). Sytuacja ta nie sprzyja pozytywnemu wizerunkowi wymiaru sprawiedliwości ani budowaniu zaufania obywateli do sądów. Tym bardziej, że zmiany w procedurze prowadzą też do nakładania na obywateli nowych kosztów (choćby wysokie opłaty od wniosków o sporządzenie uzasadnienia wyroku) i formalności, które mogą skutkować zakończeniem sprawy bez jej pełnego merytorycznego zbadania.

Zagrożenia wynikające z nowych obowiązków sądów pierwszej instancji nie zostały zbilansowane korzyściami ze zmian w sposobie rozpoznawania apelacji. Od 7 listopada 2019 roku rola sądu pierwszej instancji kończy się na sporządzeniu uzasadnienia orzeczenia kończącego sprawę. Postępowanie międzyistancyjne (od wydania wyroku w pierwszej instancji do skierowania sprawy na posiedzenie w instancji odwoławczej) przeszło do sądu drugiej instancji. W ramach tego postępowania często podejmuje się wiele czynności formalnych i nie jest rzadkością trwanie tych postępowań ponad pół roku. Omawiane zmiany nie oznaczają odciążenia sędziów pierwszej instancji. Postępowanie międzyinstancyjne prowadził przewodniczący wydziału, a nie sędziowie wydający w poszczególnych sprawach orzeczenia merytoryczne. W sądzie odwoławczym od 7 listopada 2019 roku skupia się praca międzyinstancyjna, która wcześniej obciążała kilka czy kilkanaście wydziałów (w Łodzi na poziomie okręgu wydział cywilny odwoławczy jest jeden, a wydziałów cywilnych w sądach rejonowych piętnaście). Wydziały odwoławcze mają bardzo małe sekretariaty. W wydziałach tych nigdy nie było klasycznych referatów sędziowskich, nie prowadziło się wielkiej ilości postępowań dowodowych. Także sesji orzeczniczych jest mniej z uwagi na orzekanie w składach wieloosobowych, a nie jednoosobowych, co jest zasadą w pierwszej instancji. Nowi pracownicy są niezbędni. Przesunięcia z pierwszej instancji mogą być trudne, bo tam pracy przybyło. Nie bez znaczenia jest okoliczność, że akta w sądzie odwoławczym przechowywano krótko, tylko na czas rozpoznania apelacji. Teraz to się zmieni, a pomieszczeń raczej nie będzie. Wiele sądów ma problemy lokalowe. Oczywiście to tylko kłopoty organizacyjne, ale i merytorycznie, patrząc z punktu widzenia obywatela, nie brakuje wątpliwości. Zwiększono możliwości rozpoznawania spraw na posiedzeniu niejawnym w składach jednoosobowych. Nieuniknione są sytuacje oznaczające, że świeże sprawy będą załatwiane znacznie szybciej niż sprawy stare. Łatwiej wyznaczyć posiedzenie niejawne bez zawiadamiania stron niż rozprawę w składzie zawodowym. Obywatelom trudno będzie to zaakceptować. Tym bardziej, że na załatwienie sprawy starej i skomplikowanej z czasem trzeba będzie czekać jeszcze dłużej. Oczywistym jest, że sądy skupią się na sprawach łatwiejszych. Takie działanie jest wydajniejsze statystycznie, bo w statystyce każda załatwiona sprawa wygląda tak samo (ma wartość „1”). Na papierze może to wyglądać nawet na mityczne przyśpieszenie postępowań, ale będzie to tylko pudrowanie rzeczywistości.

Nowy model postępowań odwoławczych wywołuje szereg wątpliwości. Rysują się w nim pola szybszego procedowania. Jednak nie brakuje zagrożeń, które mogą zniweczyć pozytywny odbiór zmian w społeczeństwie i rzeczywistą poprawę efektywności sądów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że osoby odpowiedzialne za wprowadzenie tych zmian nie wzięły pod uwagę realiów sądowych i nie zadbały o stronę organizacyjną. Wyzwania organizacyjne, które postawiono przed sądami są ogromne. Wsparcia nie ma żadnego. Na pewno „jakoś to będzie”, ale czy w takich warunkach można realizować zmiany, które realnie i z korzyścią dla społeczeństwa odmienią oblicze postępowań w sprawach cywilnych? Bardzo w to wątpię. Najlepsze rozwiązania przegrywają z codziennością i z czasem wyglądają jak własna karykatura. Tyle że obywatelom raczej nie będzie do śmiechu. Szkoda, że sędziowie będą musieli wziąć odpowiedzialność za brak wyobraźni reformatorów.

SSO Krzysztof Kacprzak