Często powtarzaną anegdotą z sali sądowej jest pytanie stron, zadane bezpośrednio po wysłuchaniu wyroku” "To wygraliśmy czy przegraliśmy?". Podobne reakcje można było usłyszeć po wyroku TSUE z 19 listopada 2019 r. Strona rządowa była uradowana, że jej reformy nie zostały wprost zakwestionowane, a strona opozycyjna, że Sąd Najwyższy otrzymał zielone światło oraz gotowe standardy jak dokonać samodzielnie oceny niezależności Izby Dyscyplinarnej i neoKRS. Wyrok TSUE z 19 listopada 2019 r. nakazał bowiem ocenę niezależności Izby Dyscyplinarnej sądowi odsyłającemu wskazując jakie kryteria powinien przy tej ocenie wziąć pod uwagę. Nie jest prawdą, że rozstrzygnął tym samym, że jest to wewnętrzna sprawa Polski. Wręcz odwrotnie wyraźnie dopuścił możliwość pominięcia na zasadzie pierwszeństwa prawa europejskiego właściwości tych polskich organów sądowych, które zostaną ocenione jako niespełniające wymogu niezależności od władzy politycznej. Jednak ostatecznej oceny ma dokonać sąd odsyłający w sprawach, w których zadał pytanie prejudycjalne oraz w dalszej konsekwencji każdy sąd, który przy wydawaniu orzeczenia napotka na podobne wątpliwości. I tu się zaczynają schody, bo sędziów powołanych do orzekania po wyłonieniu przez neoKRS jest już ponad 300, a liczba wydanych przez nich orzeczeń może sięgać nawet 70000.

Gdyby rozstrzygnięcie TSUE wprost stwierdzało brak niezależności neoKRS i Izby Dyscyplinarnej, już dzisiaj wszystkie sądy w Polsce i w Unii musiałyby pomijać orzeczenia i kompetencje sędziów wskazanych do powołania przez neoKRS. Skoro ma orzec dopiero w przyszłości Sąd Najwyższy, liczba sędziów powołanych w kwestionowanym trybie i wydanych przez nich orzeczeń będzie niestety rosnąć. Stąd ostrzeżenia przed coraz większym chaosem, bo każde orzeczenie sędziego nominowanego na urząd przez neoKRS może być potencjalnie zakwestionowane przez stronę niezadowoloną z wyroku, przez sąd wyższej instancji lub nawet inny skład sądu I Instancji przy rozpoznawaniu tzw. zażalenia poziomego. Już następnego dnia po ogłoszeniu wyroku TSUE, Sąd Okręgowy w Olsztynie rozpoznając apelację od wyroku sędziego powołanego w procedurze przed neoKRS rozpoczął własne ustalenia co niezależności tego organu zwracając się do Kancelarii Sejmu o przesłanie list poparcia jego sędziowskich członków. Takich spraw może pojawić się dużo więcej!

Idealnym rozwiązaniem byłoby zatem przecięcie wątpliwości i w imię pewności obrotu prawnego i dobra obywateli powołanie od nowa KRS, tym razem z realnym udziałem środowiska sędziowskiego oraz weryfikacji czy też powtórzenia przez nową KRS wszystkich konkursów przeprowadzonych przez obecną KRS. Na takie rozwiązanie nie ma jednak zgody politycznej. Spór zatem trwa. TSUE nakazał podjęcie decyzji Sądowi Najwyższemu, ale mało kto wierzy, że decyzja Sądu Najwyższego zostanie uznana przez rządzących. Na pewno zaś będzie łatwiejsza do nieuznania niż wyrok TSUE, nawet jeżeli ten wyrok ściśle zrealizuje. Perspektywy na rozwiązanie sporu zatem nie widać, bo także oponenci reformy nie otrzymali sygnału, że nie mają racji, a wręcz odwrotnie, orzeczenie TSUE bardzo wyraźnie, choć bez kropki nad "i", potwierdziło, że podnoszone przez nich zastrzeżenia są istotne i mogą być podstawą nieuznawania nominatów neoKRS za sędziów europejskich, a w konsekwencji pomijania ich w procesie orzeczniczym.

Nikt zatem jeszcze nie wygrał, ani nikt nie przegrał. Obóz rządowy zyskał czas na utrwalenie wprowadzanych zmian, a oponenci reformy potwierdzenie autorytetem TSUE, że wprowadzone zmiany mogą być niezgodne z prawem unijnym oraz, że mogą i powinny być pod tym kątem ocenione przez polskie sądy.

Dobrego wyjścia nie ma, ale ponieważ przedłużanie stanu niepewności prawnej jest najgorszym możliwym rozwiązaniem, realizacja przez polskie sądy wytycznych TSUE w sprawie oceny statusu sędziów wyłonionych przez neoKRS do Izby Dyscyplinarnej musi dokonać się jak najszybciej i bez względu na konsekwencję być jednoznaczna. Kolejnych miesięcy i lat na procedowanie już po prostu nie ma.

W sądach powszechnych, wiemy najlepiej, jak duża jest liczba nieobsadzonych od 4 lat stanowisk sędziowskich, jak dużo jest spraw i zaległości oraz jak duża jest naturalna potrzeba awansu zawodowego wśród zwykłych ciężko pracujących sędziów, a także uregulowania swojej sytuacji zawodowej przez równie ciężko pracujących sędziów, którzy bez żadnej swojej winy utknęli na delegacjach. Wiele z tych osób, czekając na wyjaśnienie statusu KRS, już drugi rok powstrzymuje się od udziału w konkursach. Niestety nie jest to jednak postawa powszechna i konkursy pomimo bardzo poważnych zastrzeżeń co do zgodności z Konstytucją i prawem unijnym oraz pomimo apelów stowarzyszeń sędziowskich i organów samorządu zawodowego nadal biegną, a chętnych nie brakuje.

W 2019 r, w apelacji łódzkiej na 1 wolne stanowisko w Sądzie Apelacyjnym - pion karny - zgłosił się 1 kandydat. Na 3 konkursy do Sądu Okręgowego w Kaliszu – 2 w pionie cywilnym i 1 w pionie karnym, zgłosiło się po 4 sędziów na każdy konkurs w pionie cywilnym i 3 sędziów na konkurs w pionie karnym. Na 1 wolne stanowisko w Sądzie Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim – pion karny - zgłosiło się 7 sędziów. Zaś na 8 wolnych stanowisk w Sądzie Okręgowym w Łodzi w 5 konkursach zgłosiło się łącznie 17 sędziów: w 2 konkursach do pionu gospodarczego po 1 miejscu w każdym konkursie zgłosiło się łącznie 3 sędziów, do pionu cywilnego: 1 konkurs wspólny na 4 miejsca – 10 sędziów i drugi konkurs na jedno miejsce - 2 sędziów oraz w konkursie na 1 miejsce do pionu karnego 2 sędziów. Wszystkie te konkursy obwieszczone zostały w 2019 r., a więc po decyzji Zgromadzenia Przedstawicieli Sędziów Apelacji łódzkiej z dnia 3 grudnia 2018 r. o odroczeniu opiniowania kandydatów z wcześniejszych konkursów do czasu rozstrzygnięcia TSUE. Trzeba przyznać, że termin Zgromadzenia, celem opiniowania kandydatów w tych nowych konkursach, został wyznaczony na 2 grudnia 2019 r., a więc już po dacie wyroku z 19 listopada 2019 r.

Gdyby ten wyrok jednoznacznie stwierdzał brak zdolności obecnej KRS do powoływania niezawisłych i bezstronnych sędziów w rozumieniu art. 19 Traktatu i art. 47 Karty Praw Podstawowych głęboko wierzę, że większość lub wszyscy wycofaliby się z kandydowania do czasu powołania nowej KRS. Każdy z nas ma bowiem świadomość wagi takiego zarzutu.

Po wyroku, który w ostatni wtorek poznaliśmy, wiemy, że nadal nic ostatecznego nie wiemy. Może to rodzić pokusę, aby kontynuować udział, bo przecież nic nie zostało jeszcze przesądzone. Mimo to uważam, że doszliśmy już tak daleko, że nie wolno się teraz cofnąć. Czekaliśmy tak długo, że nie możemy tego zaprzepaścić. W imię wartości, których nie honorują obecnie rządzący, a więc w imię pewności prawomocnych rozstrzygnięć sądowych oraz w imię dobra obywateli, których praw te rozstrzygnięcia dotyczą, trzeba doprowadzić procedurę sprawdzającą prawidłowość aktualnych procedur powoływania sędziów do końca. Trzeba to zrobić zgodnie z wytycznymi otrzymanymi 19 listopada 2019 r., a organem, który ma dokonać ostatecznej oceny jest w pierwszej kolejności polski Sąd Najwyższy. Już pojawiła się też wstępna deklaracja, że nastąpi to jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Rządzący wielokrotnie udowodnili, że niewygodnych dla siebie orzeczeń polskich sądów nie uznają i nie wykonują. Jednak sądom i sędziom tego robić nie wolno. Dlatego na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego musimy jeszcze poczekać.

SSO Ewa Maciejewska