Jakiś czas temu na łamach „Rzeczpospolitej” („Zwodniczy urok formularza”) wyraziłem wątpliwość co do ministerialnych planów wprowadzania nowego modelu uzasadnień wyroków karnych. Mimo zastrzeżeń części sędziów, wzory jednak wprowadzono, pojawiają się już kolejne uzasadnienie sporządzane w tej formie. Pierwsze oceny dalekie są od entuzjazmu.

Ministerstwo Sprawiedliwości dostarczyło sędziom formularze w dwóch wariantach. Możliwe jest skorzystanie z dostępnego na ministerialnej stronie programu Zeus albo z udostępnionych tam gotowych szablonów (dla pięciu podstawowych rodzajów uzasadnień). Program w założeniu miał pozwalać na wygenerowanie wydruku pisemnych motywów rozstrzygnięcia. Kontakt z pierwotnie udostępnioną wersją zrodził we mnie mordercze przemyślenia na temat możliwego losu autorów programu jeśliby mieli akurat pecha wpaść w moje ręce. Po sporządzeniu obszernego uzasadnienia okazało się bowiem, że … wydruk nie jest możliwy. Program generował wyłącznie plik *.docx, w którym zamiast tekstu pojawiały się tzw. „krzaczki”(!). Według sądowych informatyków, problem nie dotyczył wyłącznie mojego komputera ale miał szerszy wymiar. Ostatecznie został usunięty w kolejnej wersji programu. Ręczne przekopiowanie wszystkich wypełnionych rubryk z programu Zeus do właściwego formularza w pliku Word trwało jednak dostatecznie długo aby już ten pierwszy kontakt z niedorobionym produktem nasunął pytania: ile kosztował podatników, czemu aż tyle i dlaczego tak się spieszono aby sędziów uszczęśliwić bublem informatycznym. Aktualna wersja programu pozwala już na wydruk i wygenerowanie pliku *.docx choć nadal widać przy użytkowaniu niedopracowanie kodu programu. Teoretycznie ministerialny generator pozwala na ujęcie wszystkich elementów uzasadnienia. Problemy zaczynają się gdy trzeba np. dodać w środku już sporządzonego fragmentu dodatkowe ustalenie faktyczne, wymagające wówczas osobnej ramki. Program takiej ewentualności nie przewiduje. Zeus daje też ledwie promil tych możliwości, jakie stwarzają współczesne niekomercyjne edytory tekstu, nie wspominając o narzędziach profesjonalnych. Wystarczy nadmienić, że nie pozwala nawet na zmianę rozmiaru i rodzaju czcionki, którą wypełnia się tekst formularza - co bywa szczególnie kłopotliwe, gdy chce się wkleić jakiś tekst z innego źródła. Odnosi się wrażenie, że z uwagi na pośpiech we wprowadzaniu tej części reformy, program przygotowano z całkowitym pominięciem fazy beta testów z udziałem sędziów jako docelowych użytkowników. Praca na udostępnionych szablonach *.docx to z kolei żmudne ręczne multiplikowanie kolejnych tabelek i kontrolowanie by teksty w ramce znajdowały się na odpowiedniej wysokości. Czas potrzebny na wszystkie czynności edytorsko - techniczne znakomicie wydłuża sporządzanie uzasadnienia.

Pozostając w zgodzie z konstrukcją formularza, należy osobno ocenić każdorazowo przywołany dowód w odniesieniu do każdego pojedynczego ustalenia. Prowadziłoby to do np. absurdalnego powielenia identycznej oceny zeznań świadka X przy wszystkich kolejnych ustaleniach faktycznych, gdzie akurat posłużono się jego zeznaniami. Gdy tych świadków jest kilkudziesięciu, poziom wykorzystania opcji „kopiuj - wklej”, podobnie jak rozmiary tak sporządzonego uzasadnienia, znacząco przerosną wszelkie wyobrażenia najzagorzalszych krytyków dotychczasowego modelu. Podobnie kłopotliwe jest wskazanie jakie dowody jako zbędne nie posłużyły do ustaleń (z obowiązkiem wyjaśnienia dlaczego) - co dotąd zwykle pomijano, tym bardziej, że nie wymaga tego statuujący wymogi formalne uzasadnienia przepis art. 424 k.p.k. Formularz wymusza podawanie każdorazowo przy poszczególnych dowodach numerów kart z akt sprawy - od czego ostatnio zaczęto powoli odstępować w tradycyjnych uzasadnieniach gdy chodziło o obszerne źródła osobowe. Trzymając się załączonej instrukcji, zapisy powinno się w miarę możliwości opierać na równoważnikach zdań. W sprawach prostych jest to jeszcze możliwe ale w wypadku postępowań rozbudowanych przedmiotowo i podmiotowo, wymagających bardziej złożonej oceny dowodów, operowanie równoważnikami i lapidarnym opisem wielokrotnie nie pozwoli sądowi odwoławczemu na skontrolowanie toku myślenia sądu I instancji. Co gorsza jednak, strona też nie pozna wszystkich motywów, którymi kierował się sąd, gdy ją skazał czy uniewinnił. Sama idea formularza niewątpliwie dyscyplinuje sędziego aby jednak ograniczał zapisy uzasadnienia i pomijał np. zbędne ozdobniki oraz nadmierną ilość literatury przedmiotu i przywoływanego orzecznictwa. W wielu wypadkach będzie to jednak prowadziło do nieczytelności przeprowadzonego wywodu. Powstaje tu pytanie, czy forsując formularze, ustawodawca chciał uczynić pisemne motywy rozstrzygnięcia bardziej przystępnymi dla przeciętnego Kowalskiego czy też przy okazji uczynić zawód sędziego mniej elitarnym (w dalszej perspektywie skłaniając sędziów do formułowania ich mniej naukowo, bez pokazywania własnych możliwości jurydycznych i przy minimalnym zaangażowaniu własnym w ten etap, stanowiący wszak jeden z elementów oceny warsztatu zawodowego sędziego). Drugi cel zostanie z pewnością osiągnięty. Możliwość realizacji pierwszego z nich nie wydaje się być tak oczywistą.

Reasumując, zgodnie z przewidywaniami formularze sprawdzą się w sprawach prostych, gdzie dotychczas też nie było jednak potrzeby pisania długich uzasadnień (z jednym - dwoma oskarżonymi i/lub jednym - dwoma zarzutami). Ich konstrukcja dla zwykłego obywatela może rzeczywiście okazać się pewnym ułatwieniem z racji graficznego usystematyzowania wywodu - pod warunkiem jednak, że nie będzie się to wiązało z nadmierną lapidarnością zawartości treściowej (zalecaną skądinąd przez samych twórców formularzy). Jeśli będą sporządzane nazbyt zwięźle, negatywnie odbije się to na prawie strony do rzetelnego procesu i na możliwości kontroli instancyjnej orzeczenia (przy okazji też na stabilności orzecznictwa sędziego referenta bo łatwiej będzie o reformatoryjną czy kasatoryjną korektę wyroku gdy sąd II instancji nie pozna wszystkich argumentów przemawiających za wydaniem wyroku przez sąd meriti. Gdyby zaś pokusić się o napisanie szczegółowego uzasadnienia na formularzu, wydłuży to czas jego sporządzenia w stosunku do dotychczasowej formy. W sprawach złożonych nie sposób trzymać się zasad, które narzucono przy wprowadzaniu ministerialnego szablonu. Dodatkowo, pośpiech we wprowadzaniu tej części reformy odbił się niekorzystnie na jakości udostępnionego narzędzia informatycznego. Z nutą sentymentu zaczyna się wspominać „tradycyjne” uzasadnienia. Oceniając tę część ministerialnej reformy procedury karnej: dla mnie ledwie dostatecznie.

SSO Tomasz Krawczyk