Po uchwale połączonych Izb Sądu Najwyższego, profesor Ewa Łętowska określiła sędziów powszechnych i wojskowych powołanych przez neo-KRS, których dotyczy pkt 2 uchwały, mianem iudex suspectus czyli sędzia podejrzany. Nie ma wobec ich wyroków automatycznej nieważności, ale mogą być w toku instancji podnoszone zarzuty co do prawidłowej obsady sądu ze względu na niezachowanie standardu niezawisłości i bezstronności w procesie nominacyjnym.

W reakcji na uchwałę, Prezes Sądu Apelacyjnego w Szczecinie wydał oświadczenie, że w jego sądzie orzeka czterech sędziów z nominacji obecnej Krajowej Rady Sądownictwa, co do których niezawisłości i bezstronności, bez względu na sposób powołania, wątpliwości nie ma żadnych. Uchwała ich zatem nie dotyczy. Śmiałe oświadczenie! Ja bym tak łatwo żadnego sędziego powołanego z udziałem neo-KRS nie pozbawiła podejrzeń o naruszenie standardów w procedurze nominacyjnej. Nawet bowiem najlepszy merytorycznie sędzia takie podejrzenia budzi, jeżeli zdecydował się startować przed upolitycznionym organem, w konkursie bez lub z niewielką konkurencją, bo inni równie dobrzy lub lepsi mieli więcej oporów moralnych, do tego bez opinii lokalnego samorządu (odroczonej do rozstrzygnięcia TSUE), sam zaś wynik głosowania neo-KRS korzystny dla niego, dla innych porównywalnych merytorycznie kandydatów był skrajnie odmienny. Czy sąd w ten sposób obsadzony spełnia kryteria powołania zgodnie ze standardem niezależności i bezstronności? Czy w odbiorze zewnętrznym może być uznany za niezależny? Mam ogromne wątpliwości. Do tego czy rzeczywistą intencją Sądu Najwyższego było indywidualne badanie przypadku każdego sędziego, czy też raczej pozostawienie rozstrzygnięcia indywidualnych spraw składom odwoławczym, ale według jednej wspólnej reguły?

W Łodzi na razie problem dotyczy 1 sędziego apelacyjnego, 1 okręgowego i 3 rejonowych. W kolejce do nominacji czeka jednak 4 kandydatów do Sądu Apelacyjnego w Łodzi i aż 23 do Sądu Okręgowego w Łodzi. Sytuacja tych już nominowanych przez neo-KRS, ale jeszcze nie powołanych przez prezydenta, jest łatwiejsza, bo cały czas mogą złożyć oświadczenia o rezygnacji z konkursu. Ich postawa w tej sytuacji, to także test niezależności i bezstronności procedury nominacyjnej i na wypadek decyzji o trwaniu w procedurze, może być w przyszłości elementem oceny. Podobnie jak decyzja czy startować w kolejnych ogłoszonych przez ministra sprawiedliwości konkursach.

Nie ulegajmy pokusie, że skoro nie ma automatyzmu, jakoś się wybronimy, że w naszej sytuacji problemu braku niezawisłości i bezstronności nie ma. Uchwała Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 r. siłą rzeczy porządkowała sytuację zastaną i nie może usprawiedliwiać postaw przyszłych. Krajowa Rada Sądownictwa w obecnej formule zarówno przez sposób powołania jak i funkcjonowania nie daje gwarancji niezawisłego i bezstronnego procesu nominacyjnego. Każdy kto podziela ten pogląd musi powstrzymać się od kandydowania lub zrezygnować z już trwającej procedury nominacyjnej, bo niezawisłości i bezstronności nie da się pogodzić z dowolnością w stosowaniu bądź odrzucaniu norm moralnych w zależności od bieżącej sytuacji, własnej wygody i kariery.

Skuteczność historycznej uchwały 3 izb Sądu Najwyższego nie zależy od tego czy uzna je rząd lub Trybunał Konstytucyjny, ale od tego czy uhonorują ją i wprowadzą w życie polscy sędziowie. Inna odpowiedzialność spoczywa na tych już powołanych, inna na tych w trakcie konkursów, a jeszcze inna na pozostałych, którzy będą oceniać zachowanie standardu wskazanego przez Sąd Najwyższy.

Oczywiście trzeba jeszcze poczekać na pisemne uzasadnienie uchwały. Na pewno jednak nie wolno i nie warto jej zignorować.

SSO Ewa Maciejewska