Wiemy już, że sędziowie na walentynki dostaną swoisty prezent – obowiązywać zacznie ustawa represyjna. Rozwiązania tam zawarte mają za zadanie przetrącenie niezależności sądownictwa. Wiele osób oburza się, aktywni prawnicy i obywatele wskazują na zagrożenia wynikające z nowych rozwiązań. Jednak życie toczy się swoim torem. Niebo nie spada nam na głowę. Szersza publiczność patrzy na bój o praworządność z pewnym zainteresowaniem, ale nie próbuje zrozumieć istoty sporu o sądy. Najczęściej wystarcza stwierdzenie faktu – jest chaos. Za tę sytuację odpowiadają ci albo tamci, bo ufamy tym albo tamtym. Dlaczego tak się dzieje?

Przypomniała mi się stara piosenka kabaretowa, która w zabawny sposób opisywała realia społeczne poprzedniej epoki. Mam wrażenie, że utwór niesie bardziej uniwersalne przesłanie. Dzieło kabaretu „Długi” nosi prosty tytuł „Leży Marian”. Tytułowy Marian może być uznany za alegorię sytuacji w polskim sądownictwie, bo leży obok torów tramwajowych z odciętym nogami niczym wymiar sprawiedliwości pozbawiony niezależności. Jego żałosne położenie wywołuje żywe zainteresowanie lokalnej społeczności. Tłum wokół niego gęstnieje. Marian musi wręcz oganiać się od publiczności „…wszak ma jeszcze ręce”. W tłumie pojawia się pewna życzliwość dla Mariana, ale jego opłakaną sytuację niektórzy widzą przez pryzmat bliżej nieokreślonych wrogich knowań. Nurt ten reprezentują w piosence dwie sąsiadki, które nadinterpretują przymioty Mariana dostrzegając, że jest „..przecudnej urody; Jezu jaki młody!”. Jednocześnie szukają winnych upodlenia ofiary „…no i powiedz pani czyja to jest wina?; takiemu młodemu nogi się obcina”. Troska publiczna szybko ulega racjonalizacji „…nogi jak to nogi; żyć też bez nich może, ale wie sąsiadka, jutro ma coś zdrożeć”. W tłumie są również osoby tylko zaciekawione zamieszaniem, ale zupełnie niezainteresowane sytuacją Mariana. Ich przedstawicielem jest Karol, przyodziany w ortalion pracownik POM-u„…, który patrzy na te jatkę i wcina kanapkę”. No cóż, życie zmierza do normalizacji „…tramwaj ruszył dalej niezbrudzony wcale; krwi trochę zostało, ale bardzo mało”. Marian trwa, bo nie ma innego wyjścia. Publiczność nadal go obserwuje „…coraz więcej ludzi i nikt się nie nudzi”. Niektórzy wydają się przybici, jak piosenkowi emeryci, ale i u nich pojawiają się sugestie krytyczne „…panie, jak okropnie patrzeć na te rany, ale dobrze mu tak, pewnie był pijany”. Są też tacy, którzy nie okazują nawet zaciekawienia, jak idący obok Heniek, który z teczką w dłoni „…śpieszy się do biura; nikt go nie dogoni”. Wreszcie pomoc. Trzeba zająć się biednym Marianem, ale ratownicy nie kipią empatią. Było ich trzech „…dwóch poniosło nogi, jeden niósł Mariana”. Ostatecznie problem Marina traci znaczenie. W finale „…wszyscy się rozchodzą; każdy w swoją stronę; znów nic się nie dzieje; znów miny znudzone”.

Link do piosenki

Warto widzieć rzeczy takimi, jakie one są. Nie oburzajmy się na społeczeństwo. Każdy ma prawo zajmować się swoim życiem. Problemy ustrojowe są dla ludzi abstrakcyjne. Nie oznacza to, że nie trzeba próbować dotrzeć do społeczeństwa z przekazem o wpływie zmian w sądownictwie na życie ogółu i poszczególnych osób. Wykorzystajmy chwilowe zainteresowanie wymiarem sprawiedliwości. Może dzięki temu wzrośnie presja społeczna na rozsądne załatwianie polskich spraw? Jednocześnie doceniajmy i dziękujmy aktywnym obywatelom. Ich działania, udzielane przez nich wsparcie są wspaniałymi przejawami żywotności społeczeństwa obywatelskiego. A jaka jest rola prawników? Nam zostaje robić swoje. Nie możemy obrażać się ani zniechęcać. Działamy przecież w obronie zasad. Taka jest nasza rola społeczna.

SSO Krzysztof Kacprzak