Takie wydarzenia jak zabójstwo prezydenta Gdańska - Pawła Adamowicza zmuszają do refleksji. Nawet jeżeli sprawca jest osobą z problemami psychicznymi i prawdziwość jego deklarowanych intencji politycznych jest mocno wątpliwa, w naturalny sposób zaczynamy się zastanawiać nad problemem nienawiści i podziałów w życiu publicznym. Gdzie jest granica pomiędzy agresją słowną a agresją fizyczną? Czy płynący z wielu źródeł hejt: na ofiarę, na orkiestrę, na Jurka Owsiaka, na wszystkich, którzy myślą inaczej, w tym wypadku był zupełnie bez znaczenia ? Czy też w jakiś sposób spotęgował zaburzenia sprawcy, nakręcając go do działania w konkretnym miejscu i konkretnym czasie oraz przeciwko konkretnej osobie?

Teoretycznie wiemy, że nienawiść jest zła i że nie można nikim pogardzać ani nikogo poniżać, nawet jeśli nasze poglądy diametralnie się różnią i jesteśmy na 100% przekonani, że to my mamy rację. W praktyce, czasami trudno wyzbyć się złych emocji i ostrych słów. Z drugiej strony milczenie i obojętność też są złe, bo jak na zło nie będziemy reagować stajemy się współodpowiedzialni.

Wiemy też, że agresja drugiej strony nie usprawiedliwia naszej agresji, choć czasami wydaje się nam obroną konieczną.

Nie mam pomysłu jak zasypać podziały i czy jest jeszcze gdzieś idea czy instytucja, która potrafi zjednoczyć ponad nimi. Nawet śmierć przestała być tematem tabu, a sądy, kościół, szkoła, wszytko stało się „polityczne” .
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy częściowo taką rolę spełniała jednocząc ludzi o różnych poglądach i przekonaniach religijnych. Jednak im większym była sukcesem tym większą wzbudzała zawiść i też zaczynała być „polityczna”.

Jurek Owsiak zrezygnował z przewodniczenia Fundacji, bo uznał, że to jego osoba jest źródłem zbyt wielu negatywnych emocji. Czy jednak bez Jurka Owsiaka, bez jego charyzmy i jego „siema”, Wielka Orkiestra miałaby nadal tyle energii, tyle niepowtarzalności i magnetyzmu? Czy rezygnacja ta nie była w istocie poddaniem się?
Na szczęście, po tysiącach próśb i apeli szef Orkiestry wycofał swoją rezygnację i obiecał zmarłemu prezydentowi, że znowu bierze się do roboty, i to 10 razy mocniej, bo świat, który się zawalił odrodził się na nowo w milionach serc ludzi dobrej woli.

Wszyscy wiemy, że tragiczne wydarzenia jednoczą, niestety czas zjednoczenia zwykle jest krótki i wcześniej czy później wszystko wraca do poprzedniego stanu rzeczy. Nie można jednak z góry zakładać, że nic nie da się zrobić.
Roli rozjemcy nienawiści polsko-polskiej mógłby spróbować podjąć się Kościół, który tak pięknie i nie bacząc na sympatie polityczne, zorganizował ceremonie pogrzebową tragicznie zmarłego Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Poczucie wspólnoty, dialog, miłość bliźniego i otwartość na inne poglądy to są przecież wartości czysto chrześcijańskie. Kościół sam jest bardzo różnorodny. Jednak nawet księża, których z przyjemnością słucham i bardzo szanuję, do tej pory zbyt często pomijali pewne tematy milczeniem obawiając się, że będzie to potraktowanie jako angażowanie się w konflikt polityczny. Jednak tak jak powiedziała na pogrzebie męża Pani Magdalena Adamowicz, „Cisza nie może oznaczać milczenia. Milczenie jest bliskie obojętności. … Dzisiaj wszyscy musimy zrobić rachunek sumienia, co robiliśmy gdy działo się zło”.

W trakcie wizyty duszpasterskiej, przy okazji rozmowy czym się z mężem zajmujemy, pojawił się temat trudnych czasów dla sędziów i mojego żalu do Kościoła jako instytucji, że nie stanął po stronie wartości konstytucyjnych. W odpowiedzi ksiądz poskarżył się, że dzisiaj wszystko jest polityką i że np. rozmowa z dziećmi na lekcjach religii o aborcji tak jest przez uczniów i rodziców odbierana. Szybko bez problemu zgodziliśmy się jednak, że chodzi tu o rozmowę o rozwiązaniach prawnych, a nie o rozmowę o dobru i złu w rozumieniu chrześcijańskim. Właśnie taka rozmowa o dobru i złu, o grzechu nienawiści i nietolerancji, nie w teorii, ale w praktyce tu i teraz, jest dzisiaj Polsce i polskim katolikom, bez względu na sympatie i antypatie polityczne, bardzo potrzebna.

Śmierć prezydenta Gdańska rozmowę na te tematy wywołuje i do niej zobowiązuje. Jeżeli ją podejmiemy i w Kościele i poza nim, to będzie to coś dobrego z tego ogromnego zła, które się wydarzyło.

Doświadczenie życiowe podpowiada, że szybko otrząśniemy się z szoku po śmierci Pawła Adamowicza i będziemy żyć dalej. Możemy się, jako społeczeństwo, jeszcze bardziej podzielić i znienawidzić, żyć zupełnie tak samo jak do tej pory udając, że problemu nie ma albo przynajmniej próbować coś zmienić. Ja jestem przekonana, że próbować trzeba. 10 razy mocniej niż do tej pory. Do skutku !

SSO Ewa Maciejewska